Skip to main content

(Polish) Urzeczywistnienie i Doświadczenie oraz Niedualne Doświadczenie z Różnych Perspektyw - Realization and Experience and Non-Dual Experience from Different Perspectives

By

Zapraszamy do dołączenia do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku —
https://www.facebook.com/groups/AwakeningToReality/

(Aktualizacja: grupa na Facebooku jest obecnie zamknięta, jednak możesz do niej dołączyć, aby uzyskać dostęp do dawnych dyskusji. To skarbnica informacji.)

Jeśli masz sugestie dotyczące ulepszenia tłumaczenia albo możesz tłumaczyć na inne języki, skontaktuj się: Kontakt

Urzeczywistnienie, doświadczenie i doświadczenie niedualne z różnych perspektyw

(Autor: PasserBy)

AEN, zamieściłeś na tym blogu kilka bardzo interesujących i wartościowych artykułów. Z przyjemnością czytam je, podobnie jak wpisy, które napisałeś na TheTaoBums i na swoim forum. Właściwie spośród wszystkich niedawnych artykułów, które zamieściłeś w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, najbardziej podobała mi się prelekcja Roba Burbei, ale jakoś nie miałem „natychmiastowego impulsu”, aby skomentować, aż pojawił się ten artykuł Ruperta. Nie wiem dlaczego, ale pozwolę, by ten impuls sam się napisał. :)

Czytając te artykuły, przyszło mi do głowy kilka punktów, więc po prostu je zanotuję i rozwinę po drodze.

1. O doświadczeniu i urzeczywistnieniu

Jedną z moich bezpośrednich i natychmiastowych reakcji po przeczytaniu artykułów Roba Burbei i Ruperta jest to, że pominęli jeden bardzo ważny, wręcz najważniejszy punkt, gdy mówią o Doświadczeniu Wiecznego Świadka — o Urzeczywistnieniu. Za bardzo koncentrują się na doświadczeniu, a przeoczają urzeczywistnienie. Szczerze mówiąc, nie lubię wprowadzać tego rozróżnienia, ponieważ urzeczywistnienie także widzę jako pewną formę doświadczenia. Jednak w tym konkretnym przypadku to rozróżnienie wydaje się właściwe, ponieważ może lepiej zilustrować to, co próbuję przekazać. Wiąże się to również z kilkoma sytuacjami, w których opisywałeś mi swoje doświadczenia Świadomości przypominające przestrzeń i pytałeś, czy odpowiadają one wglądowi pierwszej fazy, czyli rozpoznaniu Wiecznego Świadka. Choć te doświadczenia u ciebie występowały, powiedziałem ci: „niezupełnie”, mimo że mówiłeś mi, iż wyraźnie doświadczyłeś czystego poczucia Obecności.

Czego więc brakuje? Nie brakuje ci doświadczenia, brakuje ci urzeczywistnienia. Możesz mieć błogie wrażenie lub odczucie rozległej i otwartej przestronności; możesz doświadczać stanu niekonceptualnego i bezprzedmiotowego; możesz doświadczać zwierciadlanej przejrzystości, lecz żadne z tych doświadczeń nie jest urzeczywistnieniem. Nie ma „eureki”, nie ma „aha”, nie ma chwili natychmiastowego i intuicyjnego olśnienia, w której zrozumiałbyś coś niezaprzeczalnego i niewzruszonego — przekonania tak potężnego, że nikt, nawet Budda, nie może odwieść cię od tego urzeczywistnienia, ponieważ praktykujący tak jasno widzi jego prawdę. Jest to bezpośredni i niewzruszony wgląd w „Ciebie”. Jest to urzeczywistnienie, które praktykujący musi mieć, aby urzeczywistnić zenowskie satori. Jasno zrozumiesz, dlaczego praktykującym tak trudno porzucić owo „I AMness” i zaakceptować naukę o anatcie. Właściwie nie chodzi o porzucenie owego „Świadka”; jest to raczej pogłębienie wglądu tak, aby objął niedualność, bezpodstawność i wzajemne powiązanie naszej świetlistej natury. Jak powiedział Rob: „zachowaj doświadczenie, ale doprecyzuj poglądy”.

Wreszcie, to urzeczywistnienie nie jest celem samym w sobie; jest początkiem. Jeśli jesteśmy uczciwi i nie przesadzamy ani nie dajemy się ponieść temu początkowemu przebłyskowi, uświadomimy sobie, że nie uzyskujemy wyzwolenia dzięki temu urzeczywistnieniu; przeciwnie, cierpimy bardziej po tym urzeczywistnieniu. Jest ono jednak potężnym warunkiem, który motywuje praktykującego do wyruszenia w duchową podróż w poszukiwaniu prawdziwej wolności. :)

Komentarze Soh: Kiedy John Tan/Thusness napisał do mnie ten artykuł w 2009 roku, miałem jedynie przebłyski „I AM”. Całkowita pewność Bycia, która wyznacza Urzeczywistnienie Jaźni (Self-Realization), nastąpiła u mnie dopiero w następnym roku, w lutym 2010. Powodem, dla którego John powiedział, że „cierpimy bardziej po tym urzeczywistnieniu [I AM]”, były zaburzenia energetyczne, które wywołał po swoim własnym urzeczywistnieniu „I AM”. Jednak okres po moim urzeczywistnieniu „I AM” był pełen błogości i przeważnie bezproblemowy, ponieważ unikałem pułapek i błędnej praktyki, podążając za wskazówkami i prowadzeniem Johna. Opisałem to szczegółowo w rozdziale Wskazówki dotyczące zaburzeń energetycznych w Awakening to Reality: A Guide to the Nature of Mind.

2. O puszczaniu

Zanim przejdę dalej, muszę podziękować ci za wielki wysiłek przepisania całej prelekcji Roba Burbei i udostępnienia tego transkryptu. Zdecydowanie warto czytać go raz po raz. W transkrypcie są trzy akapity o puszczaniu; dodam do nich kilka komentarzy.

Otóż jedną z możliwości jest rozwijanie uważności w bardzo wyostrzony sposób, z bardzo skupioną świadomością, bardzo jasną uważnością, mikroskopowo subtelną świadomością oraz rzeczywiste doskonalenie uważności w ten sposób. A dzieje się wtedy to, że rzeczywistość odsłaniana nam przez tę soczewkę jest rzeczywistością zmieniającą się bardzo szybko i gwałtownie. Wszystko jest jak piksele na ekranie, zmieniające się; jak piasek spadający na powierzchnię jeziora — po prostu zmiana, zmiana, zmiana, powstawanie i przemijanie, powstawanie i przemijanie, objęte tą świadomością. Tak więc poczucie świadomości jest poczuciem szybko powstających momentów: moment świadomości, moment świadomości, każdy powstający w relacji do czegoś. Spotyka się to bardzo często w komentarzach do Kanonu palijskiego; trochę z tego jest także w słowach Buddy, ale przede wszystkim w komentarzach. Może to jednak być bardzo użyteczne, jeśli ktoś potrafi rozwijać praktykę w ten sposób, po prostu dzięki ciągłości uważności. Widzenie całej tej nietrwałości przynosi rozpoznanie, że nie ma czego się chwycić. Wszystko po prostu wymyka się z palców, jak piasek między palcami; także świadomości nie można się uczepić. I dzięki temu następuje puszczanie. Mówię: teoretycznie, ponieważ czasami taki sposób pracy faktycznie nie przynosi puszczania, ale teoretycznie przynosi puszczanie i z pewnością ma taki potencjał. To więc kolejna możliwość, również ze swoimi owocami.

Trzecią możliwość poruszaliśmy szerzej w trakcie tych prelekcji; jest to raczej praktykowanie w bardziej otwarty sposób — a więc świadomość jakby otwiera się na całe pole doświadczenia i zjawisk. I takie otwarcie praktyki sprzyja poczuciu świadomości jako czegoś bardzo przestronnego. Zwłaszcza gdy mówimy nieco o ciszy. Świadomość zaczyna jawić się jako niezwykle przestronna, ogromna, niewyobrażalnie ogromna. Można do tego dojść właściwie poprzez puszczanie. Im bardziej więc puszczamy w praktyce, tym większe prawdopodobieństwo, że poczucie świadomości otworzy się w ten bardzo piękny sposób. Bardzo rozległa świadomość, zależna od puszczania.

A jak puszczamy? Możemy albo po prostu skupić się na puszczaniu, albo skupić się na nietrwałości i wtedy puszczamy, albo skupić się na anatcie — „to nie jestem ja, to nie jest moje”. To trzy klasyczne sposoby puszczania. To poczucie rozległej świadomości może również zostać odkryte albo osiągnięte po prostu przez praktykowanie w taki sposób, który rozluźnia uwagę. Zazwyczaj więc zwracamy uwagę na ten obiekt i tamten obiekt, i kolejny obiekt, i następny obiekt. Ale właściwie chodzi o rozluźnienie tej skłonności i większe zainteresowanie przestrzenią, która się otwiera, niż obiektami czy rzeczami w tej przestrzeni. I mówimy, że można wtedy spocząć w Świadomości; zamiast wychodzić ku obiektom i coś z nimi robić, po prostu spoczywa się w tej przestrzeni Świadomości, która zaczyna się otwierać. Można to robić z oczami otwartymi albo z zamkniętymi — to właściwie całkowicie nieistotne. Praktykuj z oczami otwartymi, praktykuj z oczami zamkniętymi.

Pomijając buddyzm, chciałbym podkreślić, że nigdy nie powinniśmy lekceważyć sztuki „puszczania”; wkrótce okaże się ona naszym największym życiowym wyzwaniem. „Puścić” często wymaga głębokiej mądrości płynącej z przechodzenia przez wzloty i upadki życia, a nawet przy praktyce trwającej całe życie możemy nadal nie być w stanie zrozumieć pełnego zakresu i głębi „puszczania”.

Moje doświadczenie jest takie, że przed pojawieniem się wglądu w anattę i pustą naturę wszystkich zjawisk „puszczanie” jest jakoś związane ze stopniem cierpienia. Bardzo często wielu z nas musi przejść przez proces intensywnego cierpienia, zanim naprawdę potrafi „puścić”. Wydaje się, że jest to warunek wstępny, aby powstała ta „gotowość” do „puszczenia”. :)

Umysł nie wie, jak sam siebie wyzwolić.
Przekraczając własne granice, doświadcza rozluźnienia.
Z głębokiego pomieszania odpada wiedzenie.
Z intensywnego cierpienia przychodzi uwolnienie.
Z całkowitego wyczerpania przychodzi spoczywanie.
Wszystko to biegnie cyklami, nieustannie się powtarzając,
aż zostaje rozpoznane, że wszystko rzeczywiście jest już wyzwolone,
jako spontaniczne wydarzanie się — od zawsze, sprzed wszelkiego początku.

~ Thusness

Rob łączy praktykę dostrzegania nietrwałości i anatty w przemijających zjawiskach z dezidentyfikacją i dysocjacją. Nie zgadzam się; przedstawię swoje poglądy i komentarze w następnej sekcji.

3. O niewiedzy, dysocjacji i wyzwoleniu

Większość artykułów, które ostatnio zamieściłeś, dotyczy doświadczenia niedualnego i rozległej, otwartej przestronności świadomości. Moja rada brzmi: nie skupiaj się nadmiernie wyłącznie na niedualnym aspekcie doświadczenia i nie zaniedbuj „niewiedzy”; bezpośredni wgląd w niewiedzę jest równie ważny. Dla niedualistów Obecność przenika wszędzie, ale to samo dotyczy Niewiedzy. Przenika ona wszystkie aspekty naszych doświadczeń, w tym głęboki stan medytacyjnego wchłonięcia albo stan niedualny, niekonceptualny, bezprzedmiotowy. Poczuj więc dogłębnie zdumiewającą, oślepiającą moc „niewiedzy”: jak głęboko jest utajona oraz jak kształtuje i zniekształca rzeczywistość doświadczalną. Nie potrafię znaleźć żadnego magicznego zaklęcia bardziej hipnotycznego niż nasz wrodzony pogląd zakładający samoistność i dualizm.

Gdybyśmy praktykowali obserwowanie nietrwałości zjawisk, podczas gdy „oślepiające zaklęcie” wciąż jest silne, cel praktyki zdaje się przesuwać ku beznamiętności, dezidentyfikacji i dysocjacji. W gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego, nawet jeśli rozumie się to w ten sposób, lecz wielu nie potrafi poprzestać na beznamiętności i dezidentyfikacji ani z doskonałym zadowoleniem spocząć w bezpodstawności. W jakiś sposób potrafią „wyczarować” trwały, niezmienny stan, w którym można spocząć. Formuła „nie-jaźń, nie moje” może brzmieć tak, jakby istniało jakieś „moje” albo jakaś „jaźń” bądź „Jaźń”. Wolałbym, aby praktykujący traktowali „anattę” jako stwierdzenie, że „nie ma absolutnie niczego, co można by uznać za «moje», za «jaźń» albo za «Jaźń»”; nawet wtedy to urzeczywistnienie, że „nie ma absolutnie niczego, co można by uznać za «moje», za «jaźń» albo za «Jaźń»”, nie powinno być mylone z doświadczalnym wglądem w anattę (zobacz: O anatcie (braku jaźni), pustce, Maha i zwyczajności oraz spontanicznej doskonałości). Kładłem mocniejszy nacisk na ten aspekt, ponieważ w buddyzmie nic nie jest ważniejsze niż wzbudzenie wglądu w anattę i we współzależne powstawanie; to właśnie mądrość — w szczególności mądrość pradżni (prajñā/prajna) — wyzwala (skoro przyczyną cierpienia jest niewiedza). Nie traktuj tego zbyt lekko. :)

Niemniej jednak ten rozwój wydaje się dość nieunikniony, ponieważ umysłem rządzi niewiedza (skłonność dualistyczna i skłonność do zakładania samoistności). Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że umysł potrafi sfabrykować taki stan i uznać go za miejsce spoczynku, nirwanę. To największe z niebezpieczeństw, ponieważ — jak powiedział Rob — jest ono tak piękne i tak dobrze pasuje do idealnego modelu umysłu zakładającego samoistność i dualizm. Gdy praktykujący w to wejdzie, trudno mu to puścić.

Jednak gdy pojawia się wgląd w anattę i ponownie przyglądamy się praktyce obserwowania zjawisk, uświadamiamy sobie, że wyzwolenie nie wymaga ani „takiego trwałego stanu”, ani „jaźni” czy „Jaźni”. Musimy jedynie rozpuścić niewiedzę, a nietrwałość staje się samowyzwalająca. Zatem to, co odrzucamy, okazuje się naszym ostatecznym celem, a powód, dla którego nie możemy znaleźć wyzwolenia, staje się oczywisty — uciekamy od wyzwolenia; podobnie powodem, dla którego cierpimy, jest to, że aktywnie szukamy cierpienia. Dokładnie to miałem na myśli w następujących dwóch akapitach na twoim forum:

„...wydaje się, że trzeba włożyć mnóstwo wysiłku — a tak naprawdę wcale tak nie jest. Cała praktyka okazuje się procesem rozplątywania. Jest to proces stopniowego rozumienia sposobu działania naszej natury, która od początku jest wyzwolona, lecz przesłonięta tym poczuciem „ja”, które zawsze próbuje siebie zachować i chronić oraz nieustannie pozostaje przywiązane. Całe poczucie „ja” jest „działaniem”. Cokolwiek robimy, pozytywnego czy negatywnego, nadal jest działaniem. Ostatecznie nie ma nawet puszczania ani pozwalania rzeczom być takimi, jakimi są, ponieważ już zachodzi ciągłe rozpuszczanie się i powstawanie, a to nieustanne rozpuszczanie się i powstawanie okazuje się samowyzwalające. Bez tego „ja” albo „Jaźni” nie ma „działania”; jest tylko spontaniczne powstawanie.”

~ Thusness (źródło: Niedualność i wzorce karmiczne)

„...Kiedy ktoś nie jest w stanie zobaczyć prawdy naszej natury, wszelkie puszczanie jest niczym innym niż kolejną, zamaskowaną formą trzymania się. Dlatego bez „wglądu” nie ma uwolnienia... Jest to stopniowy proces coraz głębszego widzenia. Gdy się to widzi, puszczanie jest naturalne. Nie możesz zmusić się do porzucenia „ja”... dla mnie oczyszczenie zawsze polega na tych wglądach... niedualnej naturze i naturze pustki....”

~ Thusness

Dlatego dysocjacja natychmiast ustawia nas w pozycji dualistycznej i dlatego nie zgadzam się z Robem. Jeśli pojawia się wgląd w anattę, nie ma centrum, nie ma podstawy, nie ma niezależnego podmiotu działania; są tylko współzależnie powstające zjawiska i właśnie z tego doświadczenia żywego powstawania i rozpuszczania u praktykującego musi natychmiast pojawić się kolejny ważny wgląd — że to żywe migotanie, które powstaje współzależnie, jest naturalnie czyste i samowyzwalające.

Na koniec: nie sugeruję, że istnieje określony porządek pierwszeństwa w urzeczywistnianiu głębokiego znaczenia pieczęci Dharmy; wszystko zależy od warunków i zdolności każdego praktykującego. Jeśli jednak mamy wybór, zacznijmy od przeniknięcia prawdziwego znaczenia anatty; będziemy mieli bardzo odmienne rozumienie nietrwałości, cierpienia i nirwany, gdy dojrzeje nasz wgląd w anattę. :)

4. O doświadczeniu niedualnym, urzeczywistnieniu i anatcie

Przejrzałem właśnie pobieżnie niektóre twoje dyskusje na forum. Są bardzo pouczające i dobrze przedstawiają moje siedem faz wglądu, ale staraj się nie nadmiernie podkreślać tego jako modelu; nie powinno się tego brać za definitywny model oświecenia ani używać jako ramy do potwierdzania doświadczeń i wglądów innych. Po prostu traktuj to jako przewodnik na swojej duchowej ścieżce.

Masz rację, odróżniając doświadczenie niedualne od urzeczywistnienia niedualnego oraz urzeczywistnienie niedualne od wglądu w anattę. Omawialiśmy to niezliczoną liczbę razy. Doświadczenie niedualne w kontekście, którego używamy, odnosi się do doświadczenia braku podziału na podmiot i przedmiot. Doświadczenie to przypomina połączenie dwóch płomieni świecy, gdzie granica między płomieniami staje się nieodróżnialna. Nie jest to urzeczywistnienie, lecz po prostu etap, doświadczenie jedności obserwatora i obserwowanego, w którym warstwa konceptualna, która dzieli, zostaje tymczasowo zawieszona w stanie medytacyjnym. Tego doświadczyłeś.

Urzeczywistnienie niedualne natomiast jest głębokim zrozumieniem płynącym z przejrzenia iluzorycznej natury podziału na podmiot i przedmiot. Jest to naturalny stan niedualny, który wynika z wglądu pojawiającego się po rygorystycznym dociekaniu, podważaniu założeń i długim okresie praktyki szczególnie skoncentrowanej na „braku jaźni” (No-Self). W jakiś sposób skupienie się na „braku jaźni” wzbudza poczucie świętości wobec przemijających i ulotnych zjawisk. Poczucie świętości, które kiedyś było monopolem Absolutu, teraz odnajduje się także we Względnym. Termin „brak jaźni”, podobnie jak zenowski koan, może wydawać się zagadkowy, bezsensowny albo nielogiczny, lecz gdy zostaje urzeczywistniony, okazuje się w istocie oczywisty, jasny, bezpośredni i prosty. Urzeczywistnieniu towarzyszy doświadczenie, że wszystko zostaje rozpuszczone albo:

  1. w ostatecznym Podmiocie; albo
  2. jako zaledwie „strumień fenomenalności”.

W każdym przypadku obie możliwości oznaczają kres oddzielności; doświadczalnie nie ma poczucia dwoistości, a doświadczenie jedności początkowo może być dość przytłaczające, lecz ostatecznie straci swoją wspaniałość i rzeczy staną się całkiem zwyczajne. Niemniej jednak, niezależnie od tego, czy poczucie Jedności pochodzi z doświadczenia „Wszystkiego jako Jaźni”, czy z doświadczenia „po prostu jako samej manifestacji”, jest to początkowy wgląd w „brak jaźni”. Pierwszy wariant jest znany jako Jeden Umysł (One-Mind), drugi zaś jako Nie-Umysł (No-Mind).

W przypadku 1 praktykujący zwykle nadal personifikują, reifikują i ekstrapolują metafizyczną esencję w bardzo subtelny sposób, niemal nieświadomie. Dzieje się tak dlatego, że pomimo urzeczywistnienia niedualnego zrozumienie nadal jest ukierunkowane przez pogląd oparty na dychotomii podmiot–przedmiot. Dlatego tę skłonność trudno wykryć, a praktykujący kontynuują swoją drogę budowania rozumienia „braku jaźni” opartego na pojęciu „Jaźni”.

W przypadku 2 praktykujący są w lepszej pozycji, by docenić naukę o anatcie. Kiedy pojawia się wgląd w anattę, wszystkie doświadczenia stają się już z samej swej natury niedualne. Ale wgląd nie polega po prostu na przejrzeniu oddzielności; polega na gruntownym zakończeniu reifikacji, tak że następuje natychmiastowe rozpoznanie, że „niezależny podmiot działania” jest czymś dodatkowym — w rzeczywistym doświadczeniu nie istnieje. Jest to natychmiastowe urzeczywistnienie, że rzeczywistość doświadczalna zawsze taka była, a istnienie centrum, podstawy, gruntu, źródła zawsze było tylko zakładane.

Aby to urzeczywistnienie dojrzało, nawet bezpośrednie doświadczenie braku niezależnego podmiotu działania okaże się niewystarczające; musi nastąpić również całkowita zmiana paradygmatu na poziomie poglądu. Musimy uwolnić się od przywiązania do idei, potrzeby, impulsu i skłonności do analizowania, widzenia i rozumienia naszej rzeczywistości doświadczalnej — chwila po chwili — z perspektywy źródła, esencji, centrum, lokalizacji, niezależnego podmiotu działania albo kontrolera — i spocząć całkowicie w anatcie oraz Współzależnym Powstawaniu.

Dlatego ta faza wglądu nie polega na elokwentnym opiewaniu niedualnej natury Ostatecznej Rzeczywistości; przeciwnie, polega na uznaniu tej Ostatecznej Rzeczywistości za nieistotną. Ostateczna Rzeczywistość wydaje się istotna tylko umysłowi spętanemu skłonnością do widzenia rzeczy jako samoistnie istniejących; gdy ta skłonność się rozpuszcza, idea źródła zostaje rozpoznana jako wadliwa i błędna. Dlatego aby w pełni doświadczyć rozległości i głębi braku jaźni, praktykujący muszą być przygotowani i gotowi porzucić całe ramy podmiot–przedmiot oraz być otwarci na wyeliminowanie całej idei „źródła”. Rob bardzo umiejętnie wyraził ten punkt w swojej prelekcji:

Pewnego razu Budda udał się do grupy mnichów i zasadniczo powiedział im, by nie postrzegali Świadomości jako Źródła wszystkich rzeczy. To poczucie, że istnieje rozległa świadomość, z której wszystko po prostu się wyłania i do której z powrotem znika, jest piękne; jednak powiedział im, że w rzeczywistości nie jest to umiejętny sposób postrzegania rzeczywistości. I jest to bardzo interesująca sutta, ponieważ jest jedną z nielicznych sutt, w których na końcu nie mówi się, że mnisi radowali się jego słowami.

Ta grupa mnichów nie chciała tego słyszeć. Byli całkiem zadowoleni z tego poziomu wglądu, choć był piękny, i powiedziano, że mnisi nie radowali się słowami Buddy. (śmiech) I podobnie — muszę powiedzieć — jako nauczyciel człowiek spotyka się z czymś takim. Ten poziom jest tak pociągający, ma w sobie tak silny posmak czegoś ostatecznego, że często ludzie trwają przy nim niewzruszenie.

Jaki więc jest pogląd, o którym mówi buddyzm, bez odwoływania się do „źródła”? Myślę, że wpis Vajrahridayi w wątku „Co sprawia, że buddyzm jest inny” na twoim forum wyraża ten pogląd zwięźle i treściwie; jest dobrze napisany. To powiedziawszy, pamiętaj, by wciąż i bez końca powracać do tego żywego, obecnego momentu manifestacji — jako ta powstająca myśl, jako ten przemijający zapach — Pustka jest Formą. :)

Etykiety: Anatta, I AMness, John Tan, niedualność, etapy oświecenia |

Comments

© Awakening to Reality
Cosmic Sutra Dharma Library Theme v14.24 — unique design by Soh for Awakening to Reality.